sobota, 10 kwietnia 2010

Dlaczego?

Ze scisniętym gardlem, wyjątkowo wzruszony i w poczuciu strasznej krzywdy, która nas spotkala, kresle te slowa w poszukiwaniu ulgi oraz odpowiedzi na dręczące mnie pytania.

dlaczego razem leciało tyle - kluczowych dla państwa - osób? dlaczego takim samolotem? dlaczego piloci ryzykowali lądowanie w takich warunkach? wioząc tak ważne osobistości? dlaczego nie posłuchali wieży? Dlaczego, dlaczego, dlaczego...???

Dlaczego historia polski jest przepelniona tak ponurą symboliką a katyńska martyrologia nabiera nowego - na wskros piekielnego - wymiaru. po raz kolejny w okręgu smoleńskim ginie tragicznie elita polskiego spoleczenstwa.

Dlaczego tak trudno przyswajamy elementarne zasady bezpieczenstwa i postępowania w okreslonych sytuacjach? Dlaczego brak zdrowego rozsądku na każdym szczeblu? kto decyduje o zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa?

Stracilimy prezydenta, dowodztwo armii, wiele swiatlych umyslów. Bez względu na opcje polityczną, sympatie i poglądy należy rozumieć, że odeszlo wielu wybitnych, którzy stanowili o tempie i kierunku rozwoju kraju. Odeszli ojcowie, mężowie, glowy rodzin...

Niestety obawiam sie, że bląd ludzki, u podstawy którego leży zwykla pycha, brak pokory, zaslepienie poczuciem wlasnej nieomylnosci - to w dużej mierze przyczyny tragedii smoleńskiej (również tragedii samolotu casa, w którym zginela elita polskiego lotnictwa). Po co byly dwie uroczystosci katyńskie, po co spory premiera z prezydentem, po co organizowanie demonstracyjnych wycieczek, po co uparte dążenie do lądowania w absolutnie niemożliwych warunkach...?

Chcialbym, aby ten dzien wyznaczyl nowy kierunek i nowy standard myslenia. Bez oportunizmu, bez epatowania martyrologią, zdajmy sobie wreszcie sprawe, że podzialy do niczego nie prowadzą i zamiast dążyc ze wszystkich sil do samorealizacji dlaczego nie wziąć sie do roboty, zeby wszystkim było lepiej?

wtorek, 23 marca 2010

la nostra prima primavera da champions e mario

Secondo me il Super-Mario, pur essendo un talento, e' un immaturo e ingenuo. Deve capire subito(se vuol far parte della squadra), che alla sua eta' per crescere, ci vuole umilta', disciplina ed allenamento - non servono buffonate e arroganza(si passa per maleducati e scortesi). Piu guarda, e ascolta i compagni con piu' esperienza - meglio e'(diventera' un grande prima) L'episodio con la maglia del bilan non e' importante, per me conta solo il fatto che e' stata un iniziativa di M.Raiola(chiaro come il sole).Il giocatore deve imparare in fretta a distinguere chi gli vuole bene e chi lo sfrutta per scopi propri. Osservi gente tipo Messi, Fabregas...non ho mai sentito che creassero problemi simili a Balotelli. Vuole andare al Milan? Ben vada - ci diano in cambio Pato....Anche la tifoseria deve capire come comportarsi nei suoi confronti. Se siamo tutti interisti dobbiamo sapere come comportarci. La squadra sta' cambiando, la rotta diretta dallo Special One appare promettente e giusta(lo prova la prestazione di Londra, che ha confermato il risultato dell'andata). Mario non incide ancora sul gioco in tal maniera da rinunciare all'educarlo. Non sara mai decisivo se a questa eta' al posto di migliorare su tutti gli aspetti, sta soltando procurando noie. La serenita del gruppo uguale compattezza. Un squadra e influenzata all'atteggiamento sia in campo che fuori. Mario non puo' essere quello che rovina il lavoro degl'altri. Trattiamolo come un alunno, prodigo, ma in fase do crescita. Non l'ho mai visto giocare ad altri livelli e ritmi(in una partita di certa importanza) piu' di 20minuti. Troppo poco per sentirsi il piu importante. Auguri a tutti e alla prossima.

marcowo....

To niewiarygodne jak pogoda wplywa na czlowieka. Chociaż...pojęcie meteopatia jest powszechnie(?) znane, a i w liceum bylo: "rytm życia wyznaczany cyklem przyrody"(przy omawianiu "Chlopów" Reymonta/może to i wybitne dzielo, ale sakramencko nudne.Nobel w dziedzinie?nudy?taki NN...). Tym niemniej tegoroczna zima, prawdziwie zimowa, dluga, mroźna i snieżna, dała się wszystkim we znaki. nie do końca wiedomo skąd w Polsce takie poruszenie zimą i brak przygotowania na nią. Żyjemy w takiej szerokoci geograficznej, ze to raczej taka ima jest normalna a nie te, które minęły bez echa. Cóż, ludzkosc, w tym polski elektorat - tak sie przyzwyczaiła do wygód rozmaitych, że najwyrazniej spodziewała sie regulować symptomy zimy...pilotem do telewizora.
Jenakowoż, tegoroczna zima okazala sie w sumie radosna dla Polaków. Jak i raz na cztery lata spadl w Polsce duży snieg, tak i kolejne Zimowe Igrzyska Olimpijskie, przyniosły Polsce "grad"...medali. Polski róg obfitosci jest - relatywnie - niewielki, ale zdobywając 6 medali ustanowilimy nowy rekord. Vancouver kojarzyć się będzie z eksploizją możliwoci naszej biegaczki.Justyna Kowalczyk zdobyla 3 medale(z każdego kruszcu po jednym)Wielki Adam Malysz, udowodnił, że jest "starym mistrzem" i...znowu trafil na jeszcze lepszy moment Ammana. Ta rywalizacja na północnoamerykańskiej ziemi (poprzednio taka kolejnoc w skokach byla w Salt Lake City) z pewnscią przejdzie do annalów jako ciekawostka. Pozytywnym wynikiem istnym "rzutem na tasme" zaskoczyly pańczenistki - ich brąz to chyba jedna z większych niespodzianek zimowej olimpiady. Po raz kolejny na kanadyjskiej ziemi doszlo do wpadki dopingowej. Jedyną przylapaną na wspomaganiu jest Kornelia Marek. O ile w Calgary hokeicie Morawieckiemu zaszkodzil "barszcz z pasztecikim", o tyle sprawa Kornelii Marek jest poważna - zaskodzilo jej EPO...Zawodniczka zaprzecza, nikt ze sztabu szkoleniowego nic nie wie(jakby branie Epo polegalo nie na regularnym kluciu sie tylko latwym do ukrycia lykaniu pigulek...), PZN prowadzi dochodzenie. Szkoda dziewczyny, bo wpadla jako jedyna ze wszystkich sportowców startujacych(i skontrolowanych), co dowodzi m.in tego jak nieudolnie doping jej podawano(jesli podawano). Mierzi mnie nieco ten caly problem: doping i anty-doping. Jedni glówkują jak sie podkurować i pokątnie sie szprycują, a drudzy sie mrszczą jakby ich w tym kącie zlapać. Lotne kontrole, permanentna inwigilacja, deklarowanie miejsca pobytu, kontrole w nocy o pólnocy, rewizje, więzienie...sport,fair play, citius, altius, fortius(...) Jednych i drugich łączy jedno: chęć wyniku i ponadprzeciętnego zarobku. Sportowiec "wali" by być lepszy, najlepszy, trafić na okladki, billboardy...zdobyć slawe i pieniądze, by bylo go pelno w TV. Anty-dopingowiec, zbiera procent od obrotów w każdej dyscyplinie(!!!) i sciga sportowców by...wlasnie - czy nie czasem po to, żeby nikogo nie zlapać? Żeby zlikwidować doping "wystarczyloby" zamknąć producentow dopingu, albo skrupulatnie nadzorowac rozdzielnictwo spcyfików. Innym rozwiązaniem jest zalegalizowaie "szprycy". "Zawodnik taki to a taki: przebiegl 100m w 6 sek!!regularnie używa srodka xxx" - jak komercjalizacja sportu to na calego!wiem, że to karykaturalnie brzmi ale to taki miech przez lzy. Wspolczesny sport: doping, ustawiane wyniki i wyzysk ulomnych. No tak, bo jak tu nie wspólczuć, tym wszystkim norweskim dziewczętom. Wszystkie chore na astme i każą im biegać w imie jakiejs skandynawskiej tradycji. toż to chore!
W powietrzu już wiosna, sniegi zeszly, slonko coraz smielej przygrzewa, a powietrze po deszczu w weekend pachnialo tak wiosennie....z wiosną idzie nowe: moj Inter, neroazzurri, beneamata, po latach niespelnionych marzeń i ambicji, upokorzeń, wreszcie wygral. Dwa wygrane mecze z Chelsea wlaly nadzieje w serca zawodników, trenera, kibiców. Oby tak dalej! nie jestem przekonany czy final LM to już realna sprawa na ten sezon, ale postęp jest widoczny i dowodzi slusznosci obranego kierunku zmian. Więcej o sytuacji w mediolańskiej drużynie w odzielnym tekcscie. Tymczasem kończe i żegnam się. do następnej inspiracji....

niedziela, 31 stycznia 2010

precz z tandetą!

Dedykowane tym wszystkim, którym nie jest obojętny styl, klasa i jakość w każdym wymiarze. Tym, którzy dostrzegają jakośc nie w tym co najdroższe, klase nie w tym co najnowsze i styl nie w tym co najbardziej popularne. Tym, którym przeszkadza oszołomstwo i brak jakości opakowany w pseudo blichtr medialności, mody, trendu czy innego chorego widzimisie. Tym, którzy - zachowując umiar, dystans i poszanowanie dla "de gustibus, które, non est disputandum" jednakowoż krytycznie, potrafią znalezc i docenić to, co dobre, ponadczasowe i bezpretensjonalne, szykowne i bezdyskusyjnie jakościowe. Czyli grupa ta jest dla wszystkich rozsądnych( a więc myślacych czyli inteligentnych) porządnych ludzi - z hedonistami realistami włącznie.
Zwracamy uwage (wybrane „w biegu”):
- na to co nasz otacza( i w tej kwestii przyłączamy sie do protestu przeciw zaśmiecania reklamami naszej przestrzeni życiowej.miejskiej, wiejskiej, małomiasteczkowej i przydroznej za pomocą ohydnego, niestandaryzowanego, nieakceptowanego, nieładnego OUTDOOR'u->akcja nazywa sie reklamAkcja->więcej wkrótce)
- na to co nam podają w knajpach do jedzenia twierdząc, że to super hiper smakołyk i każąc płacić straszne pieniądze.
- na to, ile kosztuje w Polsce naprawde dobrej klasy wino(ile to wino kosztuje w kraju gdzie jest produkowane?) czy propagatorzy "innej kultury picia" nie mogliby chcieć zarabiać mniej na rzecz rzeczywiście skutecznej popularyzacji dobrych win? in vino veritas przecież...
- na to czym stał sie "fenomen clubbingu" i muzyki house(zwłaszcza). kiedyś - faktycznie - jednoczyła na parkiecie ludzi o róznych korzeniach(rockowych, hardrockowych, punkowych, reggae, jazzowych-różnych). można w niej było znalezc i rytm i melodie i przyp….nie. Dzisiaj muzyka ta (nie wszystko i nie wszędzie, ale to co sie powszechnie tak nazywa) to szmelc a kluby gdzie jest grana to dawne dyskoteki klubowicze zaś - dyskomuły(kiedyś sie takich ganiało lub wytykalo). mamy więc klasyczny regres.
- przeszkadza nam również bełkot lingwistyczny, brak dbałości o poprawność językową. Brak profesjonalizmu mediów(mnie osobiście zwłaszcza sportowych), dążenie do newsa(lub scoop'a jak kto woli) za wszelką cenę i ogólna tendencja do bardachy oraz wciskanie „ciemnoty”!

Chcielibyśmy, żeby w naszym kraju, każdy mógł znaleźć coś dla siebie, niekoniecznie w ilości niszowej, znikomej czy incydentalnie śladowej. Żeby młodzi ludzie(i starsi też) mogli wybierać nie tylko "między mniejszym złem a wielkim gównem", ale żeby dostęp do jakości był powszechny a rosła ona szybciej niż - nie przymierzając - "higiena w Afryce".Nie potępiamy wszystkiego,ale chcemy by tego co dobre było więcej!
koncepcje, propozycje->antytandeta@v8inside.pl poglądowo->www.v8inside.pl

sobota, 16 stycznia 2010

nowy rok, nowe nadzieje

Dawno nie nic nie pisałem. Troche bylem zajęty robieniem swojej freelancerskiej strony (www.v8inside.pl - zapraszam), troche skumulowaly sie zle sprawy w które - niestety - rok 2009 obfitowal. Choroba w rodzinie oraz swiatowy kryzys ekonomiczny i pare nieprzyjemnych niuansów, nie pozwolily mi na jakies wybitne osiągnięcia zawodowe w tym - dobrze, że sie skończyl - roku.Mam nadzieje, że limit pecha i zlej energii zostal - najlepiej na zawsze a jak nie to chociaż na dlugo i w większoci - wykorzystany. Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo.Mama zdrowieje i bedzie mogla zajac sie babcia a ja mam perspektywy kilku fajnych zajęć - nic tylko poczekać, rozważyć i dobrze wybrać. Swięta byly czasem refleksji - sam ze sobą przemyslalem pare spraw. Mówi, sie, że w wigilie nikt nie powinien być sam. Ja byłem drugi rok z rzędu - z wyboru. W tym roku uznalem, że być może czasem trzeba, żeby w przyszlosci, nadać temu dniu odpowiednią oprawe - w towarzystwie najbliższych oczywiscie. Nowy rok mialem zacząć od sukcesów i przyjemnosci wynikających z pracy. niestety starannie zaplanowaną impreze sylwestrową musialem odwolac z braku zainteresowania na odpowiednim poziomie, gwarantującym należytą realizacje. co sie odwlecze to nie uciecze - na tym polu niewiele mam sobie do udowadniania za wszelką cenę, wole event odwolać, niż zrobić nie tak, jak chcialem. warszawa - moje ukochane miasto - nie jest najszczęliwszą lokalizacją na sylwestrowe imprezy zorganizowane. już którys rok z kolej, lokale swiecą pustkami a organizatorzy siwieją patrząc na frekwencje i mysląc o zestawieniu kosztów oraz wlożonym wysilku i naklazie pracy. Co sie odwlecze to nie uciecze - w przyszlym roku - pomny tegorocznych doswiadczen - zaproponuje wyjazdową opcje. z zorganizowanym transportem i opcją gwarantującą opieke nad dziećmi, dla tej częci gosci, dla których mniejsza lub większa latorosl jest istotnym czynnikiem powstrzymującym przed wybraniem sie na sylwestrowy bal. O tym, że nie ma tego zlego...już przed chwilą bylo, ale będzie jeszcze raz, gdyż odwolawszy sylwestra, zostalem zaproszony do italii(!) Sylwester w jednym z bardziej znanych wloskich lokali, za konsoletą czolówka wloskich djów (Paolo Martini+Pastaboys - respect!) a potem symboliczny, sentymentalny i przyszlosciowy (wspominalem o nowych perspektywach pracy w 2010) mini tour. W Sirmione nad jeziorem Garda, jadłem lody w lodziarni, w której jadlem lody pierwszy raz będąc we wloszech...30 lat i 3 msc temu(...), potem Verona, Bologna i Mediolan. Italia, to już nie te Wlochy z mojego dzieciństwa i wczesnej mlodosci, ale jedzenie, wino i otwartoć, życzliwoć rdzennej ludnoci jest wciąż tak samo ujmująca. Wspomnialem o transformacji Wloch. Mam nadzieje, że to jakis etap przejciowy, chwilowe zaćmienie...nie jestem rasistą, raczej swiadomym pragmatykiem i zatrważa mnie iloć imigrantów w Italii. Mieszkańcy post ZSRR/WNP z każdego zakątka...rosjanie, ukraińcy, gruzini, ormianie, czeczeńcy. Rumuni i inne balkanskie nacje, markokańczycy, senegalczycy i cala masa "czarnych braci" z każdego chyba zakątka "Matki Afryki" oraz duża iloc Arabów/muzlmanów wszelkiej masci. Co do tych ostatnich, Włosi wyliczyli, ze jak stan obecny będzie sie rozwijał, to zostana przez mniejszoć - dzisiaj - arabską skolonizowani za jakies ..20 lat. Niepokoi też chińska ekspansja ekonomiczna - inwestycje w nieruchomoci użytkowe glównie...Swiatowo nieprawdaż? Spotaknie z kumplem z podstawówki, bylo milą okazją do wspomnień i wymiany poglądów. Pielęgnujmy takie więzi bo to rzadkie i prawdziwe. Z Paolo mamy niezly "lot" - jak to dzisiaj młodzież mówi. Widujemy sie raz na kilka lat, ale te 5 spędzonych razem w ławce szkolenej, powodują, że każdorazowo czujemy sie jak po wakacjach - i koniecznie musimy sobie o nich opowiedzieć...Podobne mamy - niestety - spostrzeżenia dotyczące otaczającej nas rzeczywistosci. Swiat wariuje, idzie za szybko, posluguje sie powierzchownymi, bezwartosciowymi sloganami, nie dostrzega wartoci, promuje miernote a wartosciową indywidualnosc postrzega jako przeżytek. Czas to zmienić. Zapraszam do sledzenia postępów w dzialalnosci v8inside.pl
No i na sam koniec, wróce do wspominanych już win. Trunkami wyjazdu zostaly Amarone della Valpolicella i Bonarda dell'Oltrepo - za wybitnoć, klase i oryginalnosc. Mlody Cabernet mętny w karafce a klarujący sie tuż po nalaniu do kieliszka oraz domowy Riesling z Bergamo też mi zapadly w pamięć. Lubosć z jaką podchodze do kulinrno - winnego zagadnienia, skłania mnie ku szerszemu potraktowaniu tematu - może to koncepcja na nowy blog? Wybornego nastroju i kreatywnego nastawienia do rzeczywitosci oraz pomyslnosci wszelakiej życze Wam wszystkim w 2010 roku!

niedziela, 15 listopada 2009

2012 - strach czy śmiech?

Jak wiadomo, Majowie, starożytni kulturalni ludzie,stworzyli bardzo dokladny kalendarz. Kalendarz ów, kończy sie na 2012 roku, kiedy to nastapić ma koniec swiata(może cywilizacji jaką znamy). Poniekąd jakos strasznie mnie to nie bulwersuje, poniewaz swiat ewidentnie zwariowal i jakis tam koniec tego szalenstwa by sie przydal.
Tylko teraz nie wiadomo czy kupowac cukier, czy jeepa czy dacze w lesie, zeby siebie (i potomstwo ewentualne) od tragedii(?) ocalić.
A może to tylko żart taki - w 2012 będzie/ma być Euro2012 czyli futbolowy czempionat starego kontynentu(wciąż brzmi smiesznie jakos tak...)
Euro 2012 w polsce a potem koniec świata? a może to taki żart, dowcip...? Majowie robili ten kalendarz, robili, robią, robią, układają i nagle jeden do drugiego: "Ty-wychodzi mi, że w 2012 będą mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie! Coooo? mowi ten drugi...koniec świata!" I przestali robić...A my teraz nowożytni ludzie mniej kulturalni - mamy zagwozdke. Ale trailer filmu przed chwilą zobaczylem i szybko chce rozdziawic paszcze z zachwytu - przed duyżym ekranem. tak na poprawe humoru bo szaroburo za oknem i pada na dodatek. A swiat niech jeszcze sie nie kończy tylko niech troche zwolni i znormalnieje.

niedziela, 1 listopada 2009

refleksji kilka z okazji święta zmarłych

Początek listopada, znicze, chryzantemy, "pańska skórka", spacer wieczorową porą po powązkach - było. Lubie ten zwyczaj mimo dziwnych zmian w komunikcji i organizacji ruchu, ale blisko mam do cmentarzy więc ide piechotką i nie mam co narzekać. Po powrocie postne danie: ziemniaki z patelni ze śledziem i kilka refleksji - niekoniecznie dotyczących zmarłych(w tej kwestii może kiedyś przy okazji innej - to prywatne odczucia, nie chce nimi epatować na blogu).

Tydzień temu walka stulecia, podczas wielkiej gali zelektryzowała całą Polskę(i ameryke też jak si okazało). Szybki Adamek obił nieruchawego Andrzejka we - wstydliwym wręcz - stylu. 300 ciosów wyprowadzonych, 200 celnych Adamka i około 150 wyprowadzonych Gołoty, kilkadziesiąt celnych (ok.80 podobno) uszło jakoś mojej uwadze, więc Anrzej przegrał i pogrążył sie w żalu, smutku - donoszą serwisy po dzień dzisiejszy. Czy słusznie? nie sądze. Od dawna nie uważam boksu zawodowego za sport, tym bardziej waga ciężka nie jest "szlachetną szermierką na pięści" - to raczej entertainment, event - taka tam, niezbyt skomplikowana ale całkiem pasjonująca rozrywka dla mas - "zorganizowane mordobicie" mówiąc po naszemu. Biorąc pod uwagę cytowane statystyki walki, należy przyjąć, że wymiaru sportowego nie miała ona w ogóle, ale wystarczyło obicie nieszczęsnego Gołoty, aby Adamek zaczął dostawać propozycje super walk.Cel zatem został osiągnięty - Adamek wypromowany.Czekamy na efekty promocji! Czekamy też kiedy taka supergala przestanie być okazją do przekrętów i kompromitacji organizatorów. Jednego z bokserów aresztowano więc "jego" walka się nie odbyła(na czym stracił zasłużony W.Bartnik), drugi nie chciał walczyć mniejszą ilość rund niz ustalono a trzeciemu dano stare rękawice, w związku z którymi już na początku złamał ręke i walczył ze złamaną, czwarty przegrał ewidentnie niesłusznie( w opinii swojej, komentatorow i obserwatorów tez) więc pomstuje strasznie. Wszystkim zaś przeszkadzała nieodpowiednia wykładzina ringu, niespotykanie chałowa podobno...nie za dużo wtop na jedną - biedną - galę?

Skoro już o wtopach. Dzisiaj zakończył sie kolejny sezon F1. oby jak najszybciej poszedł w niepamięć (to zapewne treść mantry członków zarządu giganta samochodowego z okolic monachium w bawarii). W zeszłym roku nasz człowiek w najpopularniejszym i nadroższym sporcie na świecie (wow!że też takiego mamy...) liczył sie całkiem długo w walce o końcowy prymat (i co ciekawe: jego "stajnia" też). "Langsam Robert", usłyszał "nasz człowiek" - odpuszczamy w tym roku (niebywałe: jest szansa na podwójne zwycięstwo a Niemcy "odpuszczają"..ot i cały postęp cywilizacji)Ale za to zrobimy ci taki bolid na przyszły rok, że...ho, ho!"Langsam, langsam aber sicher" pomyślał pewnie Robert (choć nie rozumiał dlaczego rezygnować z realnego mistrzostwa) i poczekał. No i sie doczekał! Szajs pełen. zawodne silniki, aerodynamika do kitu(dyfuzor), kers'u brak (mimo, że byli jedynymi, którzy się go domagali!) i w takich to oto okolicznościach bayerische motoren werke(?) wypracowali sobie "wyjazd" ze światowych torów. Zresztą może i lepiej bo strach pomyleć co by im ten ich najdroższy komputer dalej podpowiedział. A' propos - jak ten ich "najdroższy", co ich tak wrednie w pole wywiódł, miał na imie: alfred, adolf? Niewiarygodny brak czegokolwiek na takim poziomie biznesu.

U nas znowu fajnie i to za sprawą TVN - tak, tak to możliwe. Wprawdzie stadion Legii jeszcze nie gotowy a gra Legii na razie wciąż "under construction"(jaki stadion taka gra - no co?) ale popadanie ze skrajności w skrajnośc przy realizacji programów godne uwagi. Z jednej strony zaskakująco rewelacyjny "Naznaczony", naprawde - moim zdaniem - git malina: zdjęcia, muzyka, realizacja, obsada, dreszczyk emocji - wszystko jest. Publiczność tak zaskoczona, że nie ogląda na poziomie oczekiwań-tak wyczytałem(nie spodziewał sie elektorat takiej jakości w tvn'ie? czy nie dostrzega klasy produktu?może pora emisji nie ta?) na drugim biegunie - ale za to w niedziele o 21.50: "Grzeszni i Bogaci"...no brak słów. Pierwszorzędny debilizm. I teraz staram się dojrzeć jakiś sens w produkcji ( i emisji o tej porze) tegoż gniota. I tak: albo ktoś uznał, że "dopalacze.pl" to biznes z perspektywami i rosnącą popularnościa, albo ktoś przesadził z oszacowaniem ilości ludzi ostro nadużywających pewnych substancji, albo też tvn, nie uruchomił jeszcze istotnej części promocji tego serialu: kiedy ktoś zapuka do mych drzwi z czymś po czym można spokojnie "to coś" obejrzeć?