sobota, 29 maja 2010

Majowe

Kilka wydarzeń (o których kiedyś może napisze) spowodowało chwilową „przerwe w dostawie weny twórczej”. Jestem jednak znowu z powrotem i to w wyśmienitej dyspozycji najszczęśliwszego i najbardziej dumnego z kibiców. Od ponad pół roku o tym wspominałem, zwracałem uwage i stało się.
Wam pozostawie ocene: czy to wyprzedzenie wydarzeń czy też wiara w ukochaną drużyne, a może fachowe oko obserwatora….pewnie wszystkiego po trochu. „A Milano si respira un aria eccezionale – mai sentita prima” – piszą do mnie znajomi. Inter, beneamata – zwyciężyła w Lidze Mistrzów. Zdobyty Puchar Europy dołączył do Pucharu Włoch i Mistrzostwa Kraju – potrójne zwycięstwo zostało zapisane złotymi zgłoskami w futbolowych annałach. Neroazzurri – jako pierwsza drużyna z Italii - dołączyli do elitarnego grona drużyn, które w swojej historii zdobyły rzadki nadzwyczaj „triplete”. To wyjątkowe osiągnięcie zarezerwowane jest dla nielicznych drużyn – dotychczas wyczyn ten udał się takim firmom jak: Celtic, Ajax, Manchester United i Barcelona. Najwyższa forma fizyczna i psychiczna przez cały sezon, wprowadziła – w pełni zasłużenie zresztą – do tego elitarnego grona, mediolańskiego potentata.
Ponad sto tysięcy kibiców fetujących zwycięstwo na ulicach stolicy Lombardii, ponad 50tysięcy o 6tej rano na San Siro, gdzie piłkarze udali się – prosto z samolotu – by zaprezentować zdobyte w madryckiej batalii – trofeum. Jakaż radość i duma rozpierała prezesa Massimo Moratti’ego. Ostatni Puchar Europy Inter zdobył w 1965 roku – gdy prezesem klubu był Angelo Moratti – ojciec Massimo.
Były śpiewy, podziękowania, łzy wzruszenia i żal rozstania. Projektant triumfu, wielki trener, kontrowersyjna osobowość – The Special One – zdecydował się odejść do Realu Madryt. Kolejnego potentata potrzebującego sukcesów na miare historii klubu…Z jednej strony rozumiem, z drugiej jestem rozczarowany. Jose Mourinho (bo o nim mowa) w dwa lata zdobył wszystko, dał Interowi kolejne dwa mistrzostwa Serie A, Puchar Włoch i Champions League. Pod ciągłą presją mediów i środowiska piłkarskiego, czasem chyba szykanowany, odmienił oblicze Interu. Tego Interu, który w ostatnich kilkunastu latach potrafił zawodzić oczekiwania – nawet w sposób kompromitujący, wstydliwy wręcz(że wspomne pólfinał LM z Milanem, kompromitujące porażki derbach, bójke z piłkarzami Valencji, odpadnięcie z Villareal, brak goli w dwumeczach z Liverpoolem i MU).Wszystko to zostało w minionym sezonie odrobione z nawiązką. Powstała drużyna wierząca, walcząca, zdyscyplinowana i diablo skuteczna.
Obrona nie do przejścia i błyskawiczne, drapieżne, zabójczo skuteczne kontry. Końcowy sukces, progresja wyników i stylu gry zasługują na najwyższe uznanie i szacunek. Myślałem, że po takim sezonie, Mourinho jako ambitna bestia, zechce zyskać nowy przydomek. Gdyby powtórzył wyczyn w przyszłym roku mógłby zostać przecież „The First One”….cóż, widać uznał, że wyczerpała się formuła na motywacje – siebie samego i zawodników. Trzeba wziąć pod uwage, że taki sezon wyczerpuje – emocjonalnie przede wszystkim. Jose Mourinho na zawsze pozostanie w sercach kibiców i zawodników Interu. Grazie Jose e buona fortuna – mówimy z nutką żalu ale szczerze.
To może być – z drugiej strony – bardzo korzystne dla Interu. Stał się drużyną atrakcyjną, zarówno medialnie jak i sportowo. Czekamy na nazwisko nowego trenera.Wszystko powinno się rozstrzygnąć za miesiąc – po mundialu – między Fabio Capello a Guusem Hiddinkiem. Wolałbym Holendra. Jest jeszcze Rafa Benitez, któremu niechętni są kibice, chętni za to zawodnicy. Smaczku rywalizacji między Don Fabio a Hiszpanem, dodaje fakt, ze obydwaj mogliby ze sobą "przeprowadzić" Stevena Gerrarda - marzenie Interu(Benitez móglby jeszcze moze sciągnąć Torresa...)). Powstały kolektyw, mógłby sobie postawić za cel – powtórzenie poprzedniego sezonu. Kto wie? Wszakże jesli Inter wygrywa PE, to dwa lata z rzędu(poprzednio 1964 i 65;)) Trzymam kciuki!

A krajowe podwórko? Zalane….Wielka woda przykryła część Polski. Wały nie wytrzymały i teraz część elektoratu – w przeddzień wyborów – siedzi na dachach i patrzy kiedy woda opadnie. Panowie politycy zaś i inni decydenci zgodnie obrzucają się inwektywami i odpowiedzialnością za wałów słabość i niedoskonałość polityki przeciwpowodziowej (oprócz polityków i urzędników od wałów, okazuje się, że wiele do powiedzenia w tych sprawach mają..działkowcy;))).
Tragedia Smoleńska, Wawel i chmura wulkaniczna, powódz…troche jak plagi egipskie. Czy to aby nie kara za wzajemną nienawiść i hipokryzje, za brak jednego głosu w dyskusji o Polske? Moim zdaniem dowody są oczywiste, choć rozumiem, że samo słowo „dowody” brzmi ciut kontrowersyjnie (*tak troszku straszno a troszku smieszno) w zaistniałych okolicznościach.
Najsilniejszy człowiek świata dostał łomot na amerykańskiej ziemi. Kilkaset sekund zadyszki, nieskoordynowanych ciosów na oślep i fik…padł jak gromem rażony, bezsilnie dał się obić jak worek treningowy, chociaż chyba bardziej jak kartfli worek – ten nasz pyszałkowaty dominator. Wielką kase jednak przyjął bez mrugnięcia powieką zapewne. Wstyd – za taką kompromitacje powinien oddać cały wpływ na konto obsługujące potrzeby ofiar powodzi. „Pudzian dla Powodzian” akcja PR warta więcej niż tańce z gwiazdami, na lodzie czy inne śpiewy i żałosne wygibasy dla sławy. Jakby co – służe radą….
Maj za oknem – u kwiaciarek „śpiochy”, niedługo zaczyna się mundial w RPA, gdyby nie – czasem dołujące – okoliczności, rzekłbym: „aż chce się żyć”….
Do następnego razu!

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

po żałobie - dlaczego?

Minąl tydzień żaloby a pytań wciąż nie ubywa. O ile kwestie techniczne są rozwiązywane i zaczynamy mieć coraz bardziej wyrazny (i tym bardziej tragiczny) obraz katastrofy, o tyle przybywa pytań - powiedzialbym - pryncypialnych. Na częsć z nich odpowie historia, nad resztą należy spuscić kurtynę milczenia. Co się stalo to się już nie odstanie - to po pierwsze, po drugie zas - nie wypada, z szacunku dla zmarlych i braku możliwosci odwrócenia pewnych decyzji. Żaloba to żal a więc emocje -wielu z nas targanych takowymi próbowalo wyrazić sprzeciw przeciwko kilku decyzjom, które - niestety - podzielily nas dosć zasadniczo. Moim zdaniem, nie jest niczym nagannym zabrać glos - choćby mial być kontrowersyjny - w sprawie, którą każdy z nas ma prawo interpretować zgodnie z wlasnym sumieniem i odnosić do zasad i prawd, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Pochówek zmarlego prezydenta na Wawelu jest dla mnie taką wlasnie niejednoznaczną i pochopną decyzją. Historia oceni czy S.P Lech Kaczyński "zaslużyl" na spoczynek obok tak zaslużonych dla polskosci postaci jak królowie: Batory, Sobieski, Stanislaw August Poniatowski, Wladyslaw IV czy Zygmunt Stary. Historia pokaże, czy pochówek - obok mężów stanu i wodzów jak Kosciuszko, Ks. Józef Poniatowski, Marszalek Pilsudski czy Gen. Sikorski - byl krokiem zasadnym. Stosunkowo krótki czas urzęowania, brak spektakularnych osiągnięć, brak ewidentnych oznak powięcenia i znikoma (pzed smiercią) popularnosć to argumenty przeciwko tworzeniu tak donioslej symboliki. Symboliki - dodam - jak najbardziej potrzebnej, w czasach zdewaluowanych wartosci. Dodam jednak również, że tworzenie symbolu martyrologii na kanwie ogólnonarodowej smuty, sztucznie i niezdrowo podsycanej przez media i grupy interesów, nie wplynie pozytywnie na wartosć, trwalosć i postrzeganie symbolu jako czegos ponadczasowego i bezdyskusyjnie wartosciowego. Przypomnę, że kiedy zmarl JPII, caly swiat krzyknąl: "Santo Subito!". Karola Wojtyly nie beatyfikowano po dzis dzień. Glowy kosciola katolickiego wiedzą bowiem, jak cienka jest granica - szczególnie w swiecie agresywnych mediów - między prawdziwym symbolem, który ma trwać wieki, a mitem, który nie przetrwa próby czasu. Smierć Prezydenta w wypadku(tzw. komunikacyjnym) w drodze do Katynia jest podwójnie tragiczna, nawet po stokroć - bo blisko tyle ofiar wybralo sie z nim w ostatnią podróż. Prezydenckie umilowanie prawdy historycznej i walka o uznanie tragicznej acz bohaterskiej polskiej martyrologii, to argumenty stawiające go w pierwszym rzędzie zaslużonych dla Polski. Nie podoba mi się jednak, że wiele z tego czego doswiadczylimy, nosi znamiona zręcznej manipulacji politycznej i mitologizowania faktów na potrzeby doktryny. Glosne nawolywania do uznania , za bohaterską, smierci prezydenta i stawianie jej w jednym szeregu z najznamienitszymi faktami z historii polski to niewybaczalne nadużycia. Godzą one w poczucie godnoci i tożsamoci Polaków oraz kwestionują naszą znajomoć wlasnej historii. Nie należy sie dziwic ani ganić częsci spoleczenstwa, że - w dniach kiedy emocje braly góre nad rozsądkiem - wielu zdecydowanie zabralo glos. Taki już los nasz polski: jedni rozpaczliwie poszukują nowych mitów, na których oprzeć wiare w lepsze jutro, inni zas wzbraniaja się przed tworzeniem takowych. w obawie, że kolejny symbol będzie uniemożliwial wlasciwy i harmonijny rozwój państwa. Ci pierwsi zbyt bogobojnie, drudzy zas - z pozoru bluznierczo. Oczywiscie najlepiej jest dążyć do swojej racji w sposób trzezwy i racjonalny. Trzeba też wieziec przeciwko czemu sie oponuje i potrafić swą pozycje uzasadnić. Skrajnosci i fanatyzm w wielbieniu i wynoszeniu na piedestal są tak samo warte krytyki jak i trywializowanie czy nawet osmieszanie prawdziwej tragedii, która spotkala tysiące ludzi. Tak - tysiące. Zginęlo blisko stu urzędników państwowych, zginęli wykonując misje reprezentowania polskiego spoleczeństwa na Rosyjskiej - jakże nieprzyjaznej dotąd - ziemi. Ta pokrętno piekielna symbolika jest w tym przypadku bardzo ewidentna. Na tyle jasna, że - być może - spowodowala zmiane w dotychczas nie wzorowych stosunkach z Rosją. Pomoc Rosjan w obliczu katastrofy, dążenie do wyjasnienia przyczyn, pomoc udzielona rodzinom ofiar - to rzeczy, które my Polacy widzimy i doceniamy. Należą one jednak do zachowań oczywistych. Mam nadzieje, natomiast, że widze zrozumienie (lub próbę chociaż) naszej tragicznej historii i jej bolesnej symboliki, która wielokrotnie powodowala nasze wolanie o ujawnienie prawdy. Prezydent zginąl skladając tym samym najwyższą ofiare na oltarzu wlasnej polityki. Niedobrze sie stalo, że podzielilo te ofiare - w sposób nieco demonstracyjny uczestnicząc w tragicznej wyprawie - tak wielu innych. Być może stanie się to jednak okazją do ponadpodzialowej interpretacji. Do opracowania innych, lepszych procedur. Do pojednania po prostu. Nadchodzące tygodnie, miesiące - pokażą. Żal mi tych wszystkich ludzi, dzeci, wnuków... ich tragedia i lzy zaslużyly z pewnoscią na dluższą żalobe, przedwczenie zakończoną po pochówku prezydenckiej pary. Tak, jakby ofiara tych osób i tragedia ich bliskich, kończyla sie na osobach prezydenta i jego malżonki, bo tak zadecydowal czas antenowy. W tych dnich, kiedy naród tlumnie wylegl przed kamery(nie moglem sie oprzeć takiemu wrażeniu - przepraszam) spacerowalem po warszawskich nekropoliach upamiętniających fakty szeroko cytowane w mediach. Próżno bylo szukać zadumanych tlumów na powązkach - pod pomnikiem ofiar Katynia czy w Alej Zaslużonych, znikoma ilosc kwiatów i zniczy, swiadczy o powierzchownym i na pokaz przeżywaniu "narodowej tragedii". Również symbolika towarzyszyla nam do końca - wulkaniczna chmura zamknęla niebo nad Polska. Na obchody nie dojechali decydenci, których obecnosć miala potwierdzić absolutna wyjatkowosć i ponadczasowe znaczenie wydarzenia. Dojechali tylko Ci, którzy najbardziej chcieli i mogli, jak na normalny pogrzeb. Pokazówki nie bylo....

sobota, 10 kwietnia 2010

Dlaczego?

Ze scisniętym gardlem, wyjątkowo wzruszony i w poczuciu strasznej krzywdy, która nas spotkala, kresle te slowa w poszukiwaniu ulgi oraz odpowiedzi na dręczące mnie pytania.

dlaczego razem leciało tyle - kluczowych dla państwa - osób? dlaczego takim samolotem? dlaczego piloci ryzykowali lądowanie w takich warunkach? wioząc tak ważne osobistości? dlaczego nie posłuchali wieży? Dlaczego, dlaczego, dlaczego...???

Dlaczego historia polski jest przepelniona tak ponurą symboliką a katyńska martyrologia nabiera nowego - na wskros piekielnego - wymiaru. po raz kolejny w okręgu smoleńskim ginie tragicznie elita polskiego spoleczenstwa.

Dlaczego tak trudno przyswajamy elementarne zasady bezpieczenstwa i postępowania w okreslonych sytuacjach? Dlaczego brak zdrowego rozsądku na każdym szczeblu? kto decyduje o zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa?

Stracilimy prezydenta, dowodztwo armii, wiele swiatlych umyslów. Bez względu na opcje polityczną, sympatie i poglądy należy rozumieć, że odeszlo wielu wybitnych, którzy stanowili o tempie i kierunku rozwoju kraju. Odeszli ojcowie, mężowie, glowy rodzin...

Niestety obawiam sie, że bląd ludzki, u podstawy którego leży zwykla pycha, brak pokory, zaslepienie poczuciem wlasnej nieomylnosci - to w dużej mierze przyczyny tragedii smoleńskiej (również tragedii samolotu casa, w którym zginela elita polskiego lotnictwa). Po co byly dwie uroczystosci katyńskie, po co spory premiera z prezydentem, po co organizowanie demonstracyjnych wycieczek, po co uparte dążenie do lądowania w absolutnie niemożliwych warunkach...?

Chcialbym, aby ten dzien wyznaczyl nowy kierunek i nowy standard myslenia. Bez oportunizmu, bez epatowania martyrologią, zdajmy sobie wreszcie sprawe, że podzialy do niczego nie prowadzą i zamiast dążyc ze wszystkich sil do samorealizacji dlaczego nie wziąć sie do roboty, zeby wszystkim było lepiej?

wtorek, 23 marca 2010

la nostra prima primavera da champions e mario

Secondo me il Super-Mario, pur essendo un talento, e' un immaturo e ingenuo. Deve capire subito(se vuol far parte della squadra), che alla sua eta' per crescere, ci vuole umilta', disciplina ed allenamento - non servono buffonate e arroganza(si passa per maleducati e scortesi). Piu guarda, e ascolta i compagni con piu' esperienza - meglio e'(diventera' un grande prima) L'episodio con la maglia del bilan non e' importante, per me conta solo il fatto che e' stata un iniziativa di M.Raiola(chiaro come il sole).Il giocatore deve imparare in fretta a distinguere chi gli vuole bene e chi lo sfrutta per scopi propri. Osservi gente tipo Messi, Fabregas...non ho mai sentito che creassero problemi simili a Balotelli. Vuole andare al Milan? Ben vada - ci diano in cambio Pato....Anche la tifoseria deve capire come comportarsi nei suoi confronti. Se siamo tutti interisti dobbiamo sapere come comportarci. La squadra sta' cambiando, la rotta diretta dallo Special One appare promettente e giusta(lo prova la prestazione di Londra, che ha confermato il risultato dell'andata). Mario non incide ancora sul gioco in tal maniera da rinunciare all'educarlo. Non sara mai decisivo se a questa eta' al posto di migliorare su tutti gli aspetti, sta soltando procurando noie. La serenita del gruppo uguale compattezza. Un squadra e influenzata all'atteggiamento sia in campo che fuori. Mario non puo' essere quello che rovina il lavoro degl'altri. Trattiamolo come un alunno, prodigo, ma in fase do crescita. Non l'ho mai visto giocare ad altri livelli e ritmi(in una partita di certa importanza) piu' di 20minuti. Troppo poco per sentirsi il piu importante. Auguri a tutti e alla prossima.

marcowo....

To niewiarygodne jak pogoda wplywa na czlowieka. Chociaż...pojęcie meteopatia jest powszechnie(?) znane, a i w liceum bylo: "rytm życia wyznaczany cyklem przyrody"(przy omawianiu "Chlopów" Reymonta/może to i wybitne dzielo, ale sakramencko nudne.Nobel w dziedzinie?nudy?taki NN...). Tym niemniej tegoroczna zima, prawdziwie zimowa, dluga, mroźna i snieżna, dała się wszystkim we znaki. nie do końca wiedomo skąd w Polsce takie poruszenie zimą i brak przygotowania na nią. Żyjemy w takiej szerokoci geograficznej, ze to raczej taka ima jest normalna a nie te, które minęły bez echa. Cóż, ludzkosc, w tym polski elektorat - tak sie przyzwyczaiła do wygód rozmaitych, że najwyrazniej spodziewała sie regulować symptomy zimy...pilotem do telewizora.
Jenakowoż, tegoroczna zima okazala sie w sumie radosna dla Polaków. Jak i raz na cztery lata spadl w Polsce duży snieg, tak i kolejne Zimowe Igrzyska Olimpijskie, przyniosły Polsce "grad"...medali. Polski róg obfitosci jest - relatywnie - niewielki, ale zdobywając 6 medali ustanowilimy nowy rekord. Vancouver kojarzyć się będzie z eksploizją możliwoci naszej biegaczki.Justyna Kowalczyk zdobyla 3 medale(z każdego kruszcu po jednym)Wielki Adam Malysz, udowodnił, że jest "starym mistrzem" i...znowu trafil na jeszcze lepszy moment Ammana. Ta rywalizacja na północnoamerykańskiej ziemi (poprzednio taka kolejnoc w skokach byla w Salt Lake City) z pewnscią przejdzie do annalów jako ciekawostka. Pozytywnym wynikiem istnym "rzutem na tasme" zaskoczyly pańczenistki - ich brąz to chyba jedna z większych niespodzianek zimowej olimpiady. Po raz kolejny na kanadyjskiej ziemi doszlo do wpadki dopingowej. Jedyną przylapaną na wspomaganiu jest Kornelia Marek. O ile w Calgary hokeicie Morawieckiemu zaszkodzil "barszcz z pasztecikim", o tyle sprawa Kornelii Marek jest poważna - zaskodzilo jej EPO...Zawodniczka zaprzecza, nikt ze sztabu szkoleniowego nic nie wie(jakby branie Epo polegalo nie na regularnym kluciu sie tylko latwym do ukrycia lykaniu pigulek...), PZN prowadzi dochodzenie. Szkoda dziewczyny, bo wpadla jako jedyna ze wszystkich sportowców startujacych(i skontrolowanych), co dowodzi m.in tego jak nieudolnie doping jej podawano(jesli podawano). Mierzi mnie nieco ten caly problem: doping i anty-doping. Jedni glówkują jak sie podkurować i pokątnie sie szprycują, a drudzy sie mrszczą jakby ich w tym kącie zlapać. Lotne kontrole, permanentna inwigilacja, deklarowanie miejsca pobytu, kontrole w nocy o pólnocy, rewizje, więzienie...sport,fair play, citius, altius, fortius(...) Jednych i drugich łączy jedno: chęć wyniku i ponadprzeciętnego zarobku. Sportowiec "wali" by być lepszy, najlepszy, trafić na okladki, billboardy...zdobyć slawe i pieniądze, by bylo go pelno w TV. Anty-dopingowiec, zbiera procent od obrotów w każdej dyscyplinie(!!!) i sciga sportowców by...wlasnie - czy nie czasem po to, żeby nikogo nie zlapać? Żeby zlikwidować doping "wystarczyloby" zamknąć producentow dopingu, albo skrupulatnie nadzorowac rozdzielnictwo spcyfików. Innym rozwiązaniem jest zalegalizowaie "szprycy". "Zawodnik taki to a taki: przebiegl 100m w 6 sek!!regularnie używa srodka xxx" - jak komercjalizacja sportu to na calego!wiem, że to karykaturalnie brzmi ale to taki miech przez lzy. Wspolczesny sport: doping, ustawiane wyniki i wyzysk ulomnych. No tak, bo jak tu nie wspólczuć, tym wszystkim norweskim dziewczętom. Wszystkie chore na astme i każą im biegać w imie jakiejs skandynawskiej tradycji. toż to chore!
W powietrzu już wiosna, sniegi zeszly, slonko coraz smielej przygrzewa, a powietrze po deszczu w weekend pachnialo tak wiosennie....z wiosną idzie nowe: moj Inter, neroazzurri, beneamata, po latach niespelnionych marzeń i ambicji, upokorzeń, wreszcie wygral. Dwa wygrane mecze z Chelsea wlaly nadzieje w serca zawodników, trenera, kibiców. Oby tak dalej! nie jestem przekonany czy final LM to już realna sprawa na ten sezon, ale postęp jest widoczny i dowodzi slusznosci obranego kierunku zmian. Więcej o sytuacji w mediolańskiej drużynie w odzielnym tekcscie. Tymczasem kończe i żegnam się. do następnej inspiracji....

niedziela, 31 stycznia 2010

precz z tandetą!

Dedykowane tym wszystkim, którym nie jest obojętny styl, klasa i jakość w każdym wymiarze. Tym, którzy dostrzegają jakośc nie w tym co najdroższe, klase nie w tym co najnowsze i styl nie w tym co najbardziej popularne. Tym, którym przeszkadza oszołomstwo i brak jakości opakowany w pseudo blichtr medialności, mody, trendu czy innego chorego widzimisie. Tym, którzy - zachowując umiar, dystans i poszanowanie dla "de gustibus, które, non est disputandum" jednakowoż krytycznie, potrafią znalezc i docenić to, co dobre, ponadczasowe i bezpretensjonalne, szykowne i bezdyskusyjnie jakościowe. Czyli grupa ta jest dla wszystkich rozsądnych( a więc myślacych czyli inteligentnych) porządnych ludzi - z hedonistami realistami włącznie.
Zwracamy uwage (wybrane „w biegu”):
- na to co nasz otacza( i w tej kwestii przyłączamy sie do protestu przeciw zaśmiecania reklamami naszej przestrzeni życiowej.miejskiej, wiejskiej, małomiasteczkowej i przydroznej za pomocą ohydnego, niestandaryzowanego, nieakceptowanego, nieładnego OUTDOOR'u->akcja nazywa sie reklamAkcja->więcej wkrótce)
- na to co nam podają w knajpach do jedzenia twierdząc, że to super hiper smakołyk i każąc płacić straszne pieniądze.
- na to, ile kosztuje w Polsce naprawde dobrej klasy wino(ile to wino kosztuje w kraju gdzie jest produkowane?) czy propagatorzy "innej kultury picia" nie mogliby chcieć zarabiać mniej na rzecz rzeczywiście skutecznej popularyzacji dobrych win? in vino veritas przecież...
- na to czym stał sie "fenomen clubbingu" i muzyki house(zwłaszcza). kiedyś - faktycznie - jednoczyła na parkiecie ludzi o róznych korzeniach(rockowych, hardrockowych, punkowych, reggae, jazzowych-różnych). można w niej było znalezc i rytm i melodie i przyp….nie. Dzisiaj muzyka ta (nie wszystko i nie wszędzie, ale to co sie powszechnie tak nazywa) to szmelc a kluby gdzie jest grana to dawne dyskoteki klubowicze zaś - dyskomuły(kiedyś sie takich ganiało lub wytykalo). mamy więc klasyczny regres.
- przeszkadza nam również bełkot lingwistyczny, brak dbałości o poprawność językową. Brak profesjonalizmu mediów(mnie osobiście zwłaszcza sportowych), dążenie do newsa(lub scoop'a jak kto woli) za wszelką cenę i ogólna tendencja do bardachy oraz wciskanie „ciemnoty”!

Chcielibyśmy, żeby w naszym kraju, każdy mógł znaleźć coś dla siebie, niekoniecznie w ilości niszowej, znikomej czy incydentalnie śladowej. Żeby młodzi ludzie(i starsi też) mogli wybierać nie tylko "między mniejszym złem a wielkim gównem", ale żeby dostęp do jakości był powszechny a rosła ona szybciej niż - nie przymierzając - "higiena w Afryce".Nie potępiamy wszystkiego,ale chcemy by tego co dobre było więcej!
koncepcje, propozycje->antytandeta@v8inside.pl poglądowo->www.v8inside.pl

sobota, 16 stycznia 2010

nowy rok, nowe nadzieje

Dawno nie nic nie pisałem. Troche bylem zajęty robieniem swojej freelancerskiej strony (www.v8inside.pl - zapraszam), troche skumulowaly sie zle sprawy w które - niestety - rok 2009 obfitowal. Choroba w rodzinie oraz swiatowy kryzys ekonomiczny i pare nieprzyjemnych niuansów, nie pozwolily mi na jakies wybitne osiągnięcia zawodowe w tym - dobrze, że sie skończyl - roku.Mam nadzieje, że limit pecha i zlej energii zostal - najlepiej na zawsze a jak nie to chociaż na dlugo i w większoci - wykorzystany. Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo.Mama zdrowieje i bedzie mogla zajac sie babcia a ja mam perspektywy kilku fajnych zajęć - nic tylko poczekać, rozważyć i dobrze wybrać. Swięta byly czasem refleksji - sam ze sobą przemyslalem pare spraw. Mówi, sie, że w wigilie nikt nie powinien być sam. Ja byłem drugi rok z rzędu - z wyboru. W tym roku uznalem, że być może czasem trzeba, żeby w przyszlosci, nadać temu dniu odpowiednią oprawe - w towarzystwie najbliższych oczywiscie. Nowy rok mialem zacząć od sukcesów i przyjemnosci wynikających z pracy. niestety starannie zaplanowaną impreze sylwestrową musialem odwolac z braku zainteresowania na odpowiednim poziomie, gwarantującym należytą realizacje. co sie odwlecze to nie uciecze - na tym polu niewiele mam sobie do udowadniania za wszelką cenę, wole event odwolać, niż zrobić nie tak, jak chcialem. warszawa - moje ukochane miasto - nie jest najszczęliwszą lokalizacją na sylwestrowe imprezy zorganizowane. już którys rok z kolej, lokale swiecą pustkami a organizatorzy siwieją patrząc na frekwencje i mysląc o zestawieniu kosztów oraz wlożonym wysilku i naklazie pracy. Co sie odwlecze to nie uciecze - w przyszlym roku - pomny tegorocznych doswiadczen - zaproponuje wyjazdową opcje. z zorganizowanym transportem i opcją gwarantującą opieke nad dziećmi, dla tej częci gosci, dla których mniejsza lub większa latorosl jest istotnym czynnikiem powstrzymującym przed wybraniem sie na sylwestrowy bal. O tym, że nie ma tego zlego...już przed chwilą bylo, ale będzie jeszcze raz, gdyż odwolawszy sylwestra, zostalem zaproszony do italii(!) Sylwester w jednym z bardziej znanych wloskich lokali, za konsoletą czolówka wloskich djów (Paolo Martini+Pastaboys - respect!) a potem symboliczny, sentymentalny i przyszlosciowy (wspominalem o nowych perspektywach pracy w 2010) mini tour. W Sirmione nad jeziorem Garda, jadłem lody w lodziarni, w której jadlem lody pierwszy raz będąc we wloszech...30 lat i 3 msc temu(...), potem Verona, Bologna i Mediolan. Italia, to już nie te Wlochy z mojego dzieciństwa i wczesnej mlodosci, ale jedzenie, wino i otwartoć, życzliwoć rdzennej ludnoci jest wciąż tak samo ujmująca. Wspomnialem o transformacji Wloch. Mam nadzieje, że to jakis etap przejciowy, chwilowe zaćmienie...nie jestem rasistą, raczej swiadomym pragmatykiem i zatrważa mnie iloć imigrantów w Italii. Mieszkańcy post ZSRR/WNP z każdego zakątka...rosjanie, ukraińcy, gruzini, ormianie, czeczeńcy. Rumuni i inne balkanskie nacje, markokańczycy, senegalczycy i cala masa "czarnych braci" z każdego chyba zakątka "Matki Afryki" oraz duża iloc Arabów/muzlmanów wszelkiej masci. Co do tych ostatnich, Włosi wyliczyli, ze jak stan obecny będzie sie rozwijał, to zostana przez mniejszoć - dzisiaj - arabską skolonizowani za jakies ..20 lat. Niepokoi też chińska ekspansja ekonomiczna - inwestycje w nieruchomoci użytkowe glównie...Swiatowo nieprawdaż? Spotaknie z kumplem z podstawówki, bylo milą okazją do wspomnień i wymiany poglądów. Pielęgnujmy takie więzi bo to rzadkie i prawdziwe. Z Paolo mamy niezly "lot" - jak to dzisiaj młodzież mówi. Widujemy sie raz na kilka lat, ale te 5 spędzonych razem w ławce szkolenej, powodują, że każdorazowo czujemy sie jak po wakacjach - i koniecznie musimy sobie o nich opowiedzieć...Podobne mamy - niestety - spostrzeżenia dotyczące otaczającej nas rzeczywistosci. Swiat wariuje, idzie za szybko, posluguje sie powierzchownymi, bezwartosciowymi sloganami, nie dostrzega wartoci, promuje miernote a wartosciową indywidualnosc postrzega jako przeżytek. Czas to zmienić. Zapraszam do sledzenia postępów w dzialalnosci v8inside.pl
No i na sam koniec, wróce do wspominanych już win. Trunkami wyjazdu zostaly Amarone della Valpolicella i Bonarda dell'Oltrepo - za wybitnoć, klase i oryginalnosc. Mlody Cabernet mętny w karafce a klarujący sie tuż po nalaniu do kieliszka oraz domowy Riesling z Bergamo też mi zapadly w pamięć. Lubosć z jaką podchodze do kulinrno - winnego zagadnienia, skłania mnie ku szerszemu potraktowaniu tematu - może to koncepcja na nowy blog? Wybornego nastroju i kreatywnego nastawienia do rzeczywitosci oraz pomyslnosci wszelakiej życze Wam wszystkim w 2010 roku!